Spitfire w Dęblinie

   r. (poniedziałek), godz. 23:50    Brak komentarzy do Spitfire w Dęblinie

W poniedziałek 23 czerwca do Dęblina przyleciał Spitfire Supermarine Mk.XVI TE184, legendarny brytyjski myśliwiec z czasów II wojny światowej. Po raz pierwszy w historii samolot tego typu przeleciał do Polski z polskim pilotem za sterami. W 1995 r. samolot Spitfire po raz pierwszy po 1945 r. pokazał się na polskim niebie – przyleciał na pokazy lotnicze do Częstochowy, ale wówczas nie pilotował go Polak.

Samoloty Spitfire były produkowane od 1938 r., posiadały 12. cylindrowy chłodzony cieczą silnik firmy Rolls-Royce o mocy 1030 KM. Maszyny te osiągały prędkość maksymalną wynoszącą 582 km/godz. na pułapie 5790 m oraz prędkość przelotową 338 km/godz. Ich zasięg wynosił 636 km i z całą pewnością był to jeden z najsłynniejszych używanych podczas II wojny światowej samolotów bojowych.

Egzemplarz, który przybył do Polski został wyprodukowany w latach 40. XX wieku i teraz przyleciał z Czech. Pierwsze lądowanie było w Częstochowie. Teraz czeskie barwy Dywizjonu 312 zostały przemalowane w kolory 308 Dywizjonu. Na przestrzeni kilku dni Spitfire był obecny również na płytach lotnisk m.in. w Częstochowie, Krakowie, Lublinie. W piątek 27 czerwca rano Spitfire przybył do Portu Lotniczego Lublin, a po południu powrócił na moment do Dęblina, gdzie został publicznie zaprezentowany. Spotkanie współorganizowały Fundacja Historyczna Lotnictwa Polskiego oraz Grupa Historyczna Lotnictwa Polskiego, która to zaprezentowała umundurowanie oraz polskich lotników z okresu bitwy o Anglię. Można było też nabyć wydawnictwa o tematyce lotniczej.

Za sterami Spitfire’a zasiadał Jacek Mainka, na co dzień pilot Airbusa, a prywatnie pasjonat samolotów historycznych. Jego dziadek był mechanikiem w Dywizjonach 303 i 308. Wizyta tego samolotu na Lubelszczyźnie miła jeszcze dodatkowy wydźwięk historyczny, ponieważ był to hołd dla związanego ze Świdnikiem nieżyjącego już generała Tadeusza Góry, pilota który brał udział w Bitwie o Anglię w Dywizjonach 303, 306 i 316.

W samo południe w nowo otwartym hangarze Muzeum Sił Powietrznych odbyła się prelekcja poświęcona historii samolotu Spitfire oraz samolotom tego typu funkcjonującym w Polskich Siłach Powietrznych. Gościem honorowym spotkania był Jerzy Główczewski – pilot 308 Dywizjonu Myśliwskiego biorący udział w lotach bojowych na samolocie Spitfire.

Na początku Wojtek Matusiak przybliżył zebranym historię samolotów typu Spitfire. Zwrócił uwagę na fakt, że samoloty Spitfire w czasie II wojny światowej, na których latali polscy piloci, nie należały do RAF tylko do Polskich Sił Powietrznych w Wielkiej Brytanii i podlegały polskiemu dowództwu, które współpracowało logistycznie z innymi jednostkami alianckimi. Samoloty w polskich dywizjonach posiadały biało-czerwone szachownice, choć niezbyt dużych rozmiarów, co wynikało ze względów operacyjnych.

Polskie związki z samolotem Spitfire zaczęły się już w 1934 r. Wówczas Brytyjczycy byli zainteresowani kupnem licencji na polski samolot bojowy P.24. Myśliwiec ten został zaprojektowany i zbudowany przez Polskie Zakłady Lotnicze, a pierwszy oblot miał miejsce w 1933 r. Prototyp tego samolotu były prezentowany na salonie w Paryżu w 1934 r., gdzie zyskał spore zainteresowanie wśród wojskowych. Ponadto prototyp był demonstrowany misjom wojskowym licznych państw. Był to wówczas najlepszy myśliwiec na świecie. Licencję na P.24 ostatecznie kupiły państwa: Turcja, Rumunia, Grecja, Bułgaria. Natomiast Brytyjczycy nie zdecydowali się na ten zakup ze względów prestiżowych, bo jako mocarstwo zależało im na rodzimej konstrukcji. W ten sposób powstał właśnie projekt samolotu Spirtifre.

Latem 1939 r. polscy piloci po raz pierwszy latali na samolotach typu Spirtifre. Teraz to Spitfire był najlepszym samolotem myśliwskim na świecie, a Polacy poszukiwali samolotu tego rodzaju do wzmocnienia własnych sił powietrznych. Do Anglii wysłano czterech polskich pilotów oblatywaczy: Jerzego Bajana, Władysława Orlickiego, Andrzeja Włodarkiewicza, Rajmunda Kalpasa. W czasie działań wojennych żaden z nich nie latał na Spitfire’ach. Zakupiono tylko jeden egzemplarz (Brytyjczycy tłumaczyli, że aktualnie sami mają ich mało na stanie), który miał trafić do Polski we wrześniu 1939 r., ale ostatecznie wzmocnił tureckie lotnictwo. Turcja w 1939 r. zakupiła 3 egzemplarze samolotów Spitfire.

W 1940 r. polscy piloci wojskowi po raz pierwszy zasiedli za sterami samolotów Spitfire. W czasie bitwy o Anglię ok. 20. polskich pilotów latało na tych maszynach. W 1941 r. polski Dywizjon 303 stał się pierwszą na świecie niebrytyjską jednostką wyposażoną w samoloty Spitfire (Mk I oraz Mk II).

W czasie bitwy o Anglię uformowano 8 polskich dywizjonów. Początkowo wszystkie korzystały z myśliwców Hawker Hurricane, a dopiero później stopniowo zmieniano wyposażenie na Spitfire. Do końca 1941 r. wszystkie polskie dywizjony latały już na samolotach Spitfire. W dniu 31 grudnia 1942 r. polscy piloci z Dywizjonu 306 latający samolotem Spitfire odnotowali zestrzelenie wrogiego samolotu, które oficjalnie zostało zatwierdzone jako 500. dokonane przez Polskie Siły Powietrzne w Wielkiej Brytanii.

Podczas prelekcji, której towarzyszyła prezentacja multimedialna, zebrani mogli dowiedzieć się też o kilku ciekawostkach związanych z Dywizjonem 303 oraz sformowanym nieco później Dywizjonem 318. Wojtek Matusiak opisał też pokrótce działania, którymi zajmowali się lotnicy polscy od momentu ataku na Normandię w 1944 r. Wspomniał m.in. o ataku bombowym Luftwafe na lotnisko w Gandawie (Belgia) dokonanego 1 stycznia 1945 r., gdzie stacjonowały wówczas samoloty z biało-czerwoną szachownicą. Hitlerowcy liczyli, że po Sylwestrze alianccy piloci nie będą w stanie walczyć i podjęli się zmasowanego ataku. Do podobnego wniosku doszli dowódcy polscy, którzy wysłali na pozycje niemieckie swoje samoloty. Niemcom udało się zniszczyć całkiem samolotów alianckich na lotnisku, ale wracające z misji polskie Spitfire’y rozgoniły niemieckie samoloty Focke-Wulf Fw 190 Würger. Prelegent wspomniał także o kobietach z Polski, które w czasie II wojny światowej latały samolotami w pomocniczej służbie. Były to panie: Anna Leska, Stefania Wojtulanis, Jadwiga Piłsudska (córka Józefa Piłsudskiego).

Tuż po wojnie w roku 1945 w Warszawie zorganizowano wystawę osiągnięć lotnictwa brytyjskiego, gdzie eksponowane były dwa modele Spitfire. Brytyjczycy przekazali je Polakom, jednakże w trakcie lotu do Polski ze względów politycznych za sterami nie zasiadł żaden Polak, tylko Brytyjczyk. Stało się tak dlatego, iż piloci polscy z Polskich Sił Powietrznych w Wielkiej Brytanii nie mieli prawa do powrotu do komunistycznej Polski. Samoloty te trafiły do Muzeum Wojska Polskiego i przez kilka lat były wystawiane na zewnętrznej ekspozycji, ale w latach 50. XX wieku zostały zniszczone, jako że nie pasowały do ówczesnej politycznej poprawności komunistycznej.

Niektóre ze swoich wspomnień związanych z samolotem Spitfire przytoczył następnie Jerzy Główczewski, doświadczony pilot wojskowy z czasów II wojny światowej. Następnie wszyscy przeszli na teren płyty lotniska, gdzie oczekiwali na przylot Spitfire’a ze Świdnika. Ja skrzętnie skorzystałem z okazji i fotografowałem nie tylko owego Spitfire’a, ale też eksponaty będące w Muzeum Sił Powietrznych (w tym samochód Ford T służący jako ambulans) oraz latające nad głowami helikoptery i samoloty. 🙂