Falkon 2015 – retrospekcja

   r. (wtorek), godz. 23:10    Brak komentarzy do Falkon 2015 – retrospekcja

W dniach 6-8 listopada w Lublinie odbywał się Festiwal Fantastyki “Falkon”. Była to już szesnasta edycja tego największego na Lubelszczyźnie konwentu fanów fantastyki i horroru, gier fabularnych, mangi, anime, komiksu i gier planszowych. “Falkon” odbywał się w centrum konferencyjno-wystawienniczym Targi Lublin. Wydarzenie zorganizowało tradycyjnie Lubelskie Stowarzyszenie Fantastyki “Cytadela Syriusza”.

Od kilku lat “Falkon” jest zaliczany do jednego z największych konwentów fantastycznych w Polsce, a ja już po raz drugi miałem możliwość obserwowania przebiegu tego wydarzenia. Po raz pierwszy brałem udział w tym konwencie w 2004 r. będąc studentem i członkiem Koła Dziennikarskiego Studentów Filologii Polskiej Wydziału Humanistycznego UMCS. “Falkon” odbywał się wtedy w dniach 19-21 listopada w IV Liceum Ogólnokształcącym przy ulicy Szkolnej. Była to wówczas dopiero czwarta edycja. Pamiętam, że byłem jedynie ostatniego dnia tej imprezy oraz że panująca wtedy na dworze aura była iście zimowa, było niesamowicie mroźno i śnieżnie. Nim dotarłem pieszo z miasteczka akademickiego do budynku szkoły byłem cały przemarznięty i zasypany śniegiem. Jak się okazało później panujące warunki pogodowe pokrzyżowały nieco plany organizatorom, część prelegentów nie dotarła do Lublina na czas. Pamiętam również, że byłem zaskoczony dużą ilością uczestników, szerokim zakresem tematycznym prowadzonych prelekcji oraz przyjazną atmosferą, jaka panowała między obecnymi tam ludźmi. Było wiele uśmiechniętych twarzy, ludzie dzielili się między sobą wrażeniami, emocjami i doświadczeniem. Na sali gimnastycznej przeprowadzane były zabawne konkursy, gdzie należało się wykazać odrobiną sprytu i sprawnością fizyczną, w salach lekcyjnych odbywały się prelekcje i rozgrywki, a na korytarzach były stoiska wydawców gier i czasopism. Nie było wtedy smartfonów i tabletów, nie każdy nawet posiadał zwykły telefon komórkowy, a posiadanie laptopa było swego rodzaju luksusem.

Udając się wówczas na “Falkon” miałem za zadanie uwiecznić wydarzenie na zdjęciach oraz sporządzić niekonwencjonalny opis do jednego ze studenckich czasopism wydawanych w Lublinie. Ostatecznie tekst został opublikowany, ale nie na papierze, a na stronie internetowej studenckiego koła naukowego. Ta strona już od dobrych kilku lat nie funkcjonuje, jednakże posiadam ów tekst oraz kilkadziesiąt zdjęć. Poniżej wspomniany artykuł oraz część wykonanych wówczas przeze mnie fotek. Zdjęcia robiłem aparatem Kodak EasyShare CX7310 i to były dopiero początki mojej przygody z fotografią, więc nie mają jakiegoś specjalnego waloru artystycznego, jedynie dokumentalny.

Dzień Trzeci
DOBRO i ZŁO są sobie równe…

Nastał dzień trzeci… Tuż o świtaniu pierwsze szwadrony stanęły w pełnym rynsztunku do kolejnego starcia. Po dwóch dniach ciągłych walk, wśród szczęku żelaza i bojowych okrzyków, plac boju zapełnił się krwią dzielnych wojów z wielu krain. Obie strony były już wyczerpane konfliktem, toteż do południa zbierano rannych i porządkowano obóz. Ci, którym spieszno było do powrotu w rodzinne strony, do własnej chaty, kobiety i dziatwy, opuścili arenę jeszcze przed finałowym starciem. Pozostali tylko najlepsi z najlepszych, najwytrwalsi
w fechtunku mieczem i kuflem…

I znowu ruszyli w bój! Tym razem część walk trwała też na bezkresnych wodach. Tam to właśnie, ku uciesze zwykłych śmiertelników, grasowali piraci i korsarze pod wodzą Bogusława Kleszczyńskiego i Rafała Horodyjskiego. Wielu było takich, którzy nadaremnie chcieli zdobyć czarną banderę z białą czaszką i piszczelami… Daremny ich los, wszak “Mordred” i “Merlin” rozprawili się ze wszystkimi szczurami lądowymi.

Na lądzie również trwała walka. Krasnoludy, elfy, orki toczyły zacięte potyczki w lasach FALKONU. Nad ich głowami przelatywały ziejące ogniem potężne smoki. A do konfliktu oczywiście wmieszali się wszędobylscy ludzie… Dla nikogo nie było litości!

Z podziemi FALKONU wyłoniły się hordy wampirów. Podsycane zapachem krwi z pola bitwy rozprzestrzeniły się po całej arenie walki nasycając się życiodajnym napojem. Prowadził ich sam Maciej “Tsalarioth” Laskowski.

Nie byłoby wielkiej wojny bez najdzielniejszych wojów – z dalekiej północy Mateusz Targoński przywiódł legiony wikingów. Ich zaciętość i odwaga oraz bezwzględność niejednego przeciwnika pozbawiła życia. Po FALKONIE szalało wielu berserków, którym żądza zabijania i mordowania odbierała sensowne myślenie w czasie boju. Dowództwo nad siłami Słowian Połabskich przejął zaś niejaki Jakub Stefański. Mnogość ras i profesji dopełniały tańczące czarownice. To nie był czas dobry dla chrześcijaństwa… Wszędzie pełno krwi, a i herezji też nie mało.

Nad placem boju, który pradawni bogowie nazwali FALKONEM, pojawiły się nie tylko smoki. Wysoko nad nimi w starciach gwiezdnych uczestniczyły myśliwce rodem z “Gwiezdnych Wojen”, nad którymi starał się zapanować Bernard Ginalski. Ci, którym moc jednak nie sprzyjała (no cóż, nie każdy musi być zbawcą galaktyki) nie umierali za sterami gwiezdnych myśliwców, a ich prochy nie ulegały rozproszeniu w międzyplanetarnym pyle. Oni przechodzili w inny świat FALKONU, który przez fachowców zwany jest matrix.

Po południu FALKON zaczął pustoszeć… Wiele wojów i amazonek straciło swój żywot w walkach na morzu, na lądzie, w powietrzu, pod ziemią, czy w matrixie. Konflikt pozostał nie rozstrzygnięty. Siły DOBRA i ZŁA doszły do porozumienia – postanowiono zawrzeć roczny rozejm. Zebrano ciała zabitych, zgarnięto łupy. Pozostali jeszcze ranni. Nimi to zaopiekowała się Agnieszka “Ignite” Hałas próbująca zaszczepić ciężko rannym wojom ubytki w skórze. No cóż, Polak jednak potrafi. 🙂

Walka DOBRA ze ZŁEM nie dobiegła jednak końca… Trwać będzie nadal. Kolejne potężne starcie zapowiadane jest tuż za rok. Miejscem starcia ponownie będzie FALKON. Lecz pradawni bogowie postanowili już, że nie można dłużej niszczyć żywota istot nierozumnych, wszelako na rok 2006 zapowiadają wmieszać się do konfliktu po obu stronach i ostatecznie go rozstrzygnąć. To już nie będzie FALKON, to będzie już potężny POLKON.

I ja tam byłem, ciacho zjadłem, piwo wypiłem, trochę pogrzeszyłem, mieczem wroga biłem, a to co żem widział i co uczyniłem dla potomnych na tym papierze pozostawiłem, by wiadomo było – tako żyjącym, jak i przyszłym pokoleniom – żem w FALKONIE się dzielnie bił i z trunki wypił, a pieczęcią swą fakt ów poniżej poświadczył.

 

Po 11 latach ponownie zawitałem na “Falkon”. I tak jak za pierwszym razem, także i w tym roku mogłem uczestniczyć w wydarzeniu tylko ostatniego dnia, tj. w niedzielę. Obecnie “Falkon” tylko w niewielkim stopniu przypomina wydarzenie sprzed ponad dekady. Konwent rozrósł się niesamowicie, zmienił miejsce, jest dużo bardziej profesjonalny. Na pierwszej edycji w 2000 r. było 430 uczestników, w roku 2004 było ich już 900 uczestników, a w roku 2015 aż 8 tysięcy. Wraz z rosnącą liczbą uczestników organizatorzy zmieniali miejsce wydarzenia: w 2007 r. “Falkon” pożegnał się z lubelskim IV LO i przeniósł do Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Administracji, by w 2012 r. trafić do hali Targów Lublin.

Współczesny “Falkon” posiada już wyrobioną markę. Na festiwalu wystawiają się wystawcy z książkami, grami, kubkami, koszulkami, mieczami, biżuterią, plakatami i innymi gadżetami. Do dyspozycji jest gigantyczny gamesroom z grami planszowymi i karcianymi, jest wyodrębnione miejsce na makiety do gier bitewnych i strefę gier elektronicznych, jest strefa retro z komputerami starszymi wiekiem, niż niejeden z uczestników. Jest też całkiem spora estrada i arena, na których odbywają się pokazy i prezentacje. By powiększyć jeszcze przestrzeń organizatorzy przygotowali kilka namiotów, w których prowadzone są prelekcje. Ich tematyka jest niezwykle szeroka, aczkolwiek powiązana w jakiś sposób z fantastyką, sci-fi czy historią. Uczestnikami “Falkonu” są pasjonaci w różnym wieku.

Moja druga wizyta na “Falkonie” przebiegała w zupełnie odmiennych warunkach pogodowych, niż za pierwszym razem. W niedzielę 8 listopada było ciepło, słonecznie, sucho, okresowo powiewał jedynie lekki wiatr. Bardzo podobał mi się kącik zabaw dla najmłodszych. Świetne też były instalacje z klocków LEGO. Żałuję tylko, że tak słabo reprezentowane było uniwersum Star Treka – poza książką “Rebelia” nie znalazłem zupełnie nic…