20. rocznica tragicznych wydarzeń na torze Imola

Dzisiaj obchodzimy dwudziestą rocznicę od tragicznych wydarzeń, które miały miejsce podczas wyścigu Grand Prix San Marino Formuły 1 na włoskim torze Imola. To był 551 wyścig Formuły 1 zaliczany do cyklu mistrzostw świata i trzecia runda sezonu 1994. Otwierające sezon dwa wyścigi w Japonii wygrał Michael Schumacher jeżdżący wówczas w zespole Benetton i to on był liderem klasyfikacji kierowców. Drugi w tabeli z największą ilością punktów był Rubens Barrichello z zespołu Jordan.

Cały tamten weekend wyścigowy na torze Imola przeszedł do historii z uwagi na dramatyczne zdarzenia i znany jest nie tylko kibicom wyścigów. Śmierć poniosło wówczas dwóch profesjonalnych kierowców wyścigowych, a kolejnych dwóch otarło się o nią bardzo blisko. Wcześniej na torach wyścigowych również ginęli zawodowi kierowcy, także i mistrzowie, ale wtedy przez ostatnie lata śmierć omijała tory Formuły 1.

Przed weekendem wyścigowym na Imoli ostatnim kierowcą, który poniósł śmierć w Grand Prix Formuły 1 był Riccardo Paletti. Włoch zginął dwa dni przed swoimi 24. urodzinami. Miało to miejsce na starcie Grand Prix Kanady na torze Montréal w 1982 r. Startując z końca stawki Paletti nie zauważył stojącego na torze, unieruchomionego przez awarię, innego bolidu i uderzył w niego przy prędkości około 200 km/godz. Na skutek kolizji doznał urazów klatki piersiowej i nóg. Samochód stanął błyskawicznie w płomieniach i choć straż pożarna oraz służby medyczne od razu przystąpiły do akcji ratunkowej to pożar udało się ugasić dopiero po kwadransie, a ciało kierowcy wydobyto z wraku po 28 minutach od zderzenia. Śmierć kierowcy spowodowały prawdopodobnie i tak obrażenia, jakich doznał Paletti, a nie sam ogień. To był debiutancki sezon Palettiego w Formule 1. Jeździł dla zespołu Osella, udało mu się zakwalifikować do trzech z ośmiu wyścigów sezonu 1982, żadnego nie ukończył.

Do kolejnego śmiertelnego wypadku w Formule 1 doszło w 1986 r. Podczas majowych testów na torze Paul Ricard we Francji zginął Elio de Angelis. W samochodzie zespołu Brabham prowadzonym przez mającego 28 lat Włocha złamało się tylne skrzydło przy prędkości 290 km/godz. Bolid uniósł się, spadł na ochronne bariery, przewrócił się i zaczął palić. Kierowca nie mógł o własnych siłach wydostać się z płonącego samochodu, a dym uniemożliwiał mu oddychanie. Na obiekcie było tylko kilku strażaków i porządkowych, a świadkami zdarzenia było jedynie dwóch mechaników zespołu Benetton. Podręczne gaśnice okazały się niewystarczające, straż pożarna dotarła na miejsce wypadku dopiero półtorej godziny od zdarzenia. Ostatecznie udało się wyciągnąć de Angelisa, nie miał poważniejszych obrażeń, jedynie złamaną nogę i poparzenia na plecach. Kierowcę przewieziono do pobliskiego szpitala, gdzie zmarł dobę później z powodu niewydolności dróg oddechowych.

Lista ofiar w Formule 1 powiększyła się ponownie dopiero podczas rundy o Grand Prix San Marino w 1994 r. W piątek 29 kwietnia podczas treningów groźnie wyglądający wypadek miał Rubens Barrichello. Prowadzony przez niego samochód zespołu Jordan nagle stracił przyczepność, wzbił się w powietrze w szybkim zakręcie tuż przed boksami serwisowymi osiągając prędkość ponad 200 km/godz i z dużą siłą uderzył w barierę z opon, a niewiele brakowałoby i ją ominął. Auto obróciło się kilka razy w powietrzu i wylądowało na ziemi do góry kołami. Mający wtedy 22 lata Brazylijczyk stracił przytomność, połknął swój język i gdyby nie szybka reakcja służb medycznych mógłby umrzeć. Kiedy transportowano nieprzytomnego Barrichello do szpitala w karetce towarzyszył mu Ayrton Senna, jego idol z czasów kartingu.

W sobotę 30 kwietnia w czasie trwania kwalifikacji z toru wyjechał samochód zespołu Simtek, którym kierował Roland Ratzenberger. Udało mu się bezpiecznie powrócić na tor, ale uszkodzone zostało przednie skrzydło, auto nie miało siły dociskowej w przedniej części. Ratzenberger ukończył to okrążenie dosyć spokojnie, sprawdzał czy z samochodem nic się nie stało i czy można bezpiecznie jechać dalej. Nie zjechał alei serwisowej, tylko rozpoczął kolejne szybkie okrążenie pomiarowe. Nagle z bolidu 33. letniego Austriaka uszkodzone wcześniej skrzydło wpadło pod przednie koła uniemożliwiając manewry skrętu przy prędkości wynoszącej 314 km/godz. Bolid wypadł z toru i uderzył w ścianę przy prędkości 280 km/godz., a następnie powoli wyhamował. Kierowca zginął niemal od razu, kark nie wytrzymał impetu uderzenia. Auto zostało doszczętnie rozbite, kierowca doznał ciężkich urazów głowy i kręgosłupa. Sesję przerwano na pewien czas. Dla Ratzenbergera był to dopiero trzeci występ w rundzie Formuły 1, udało mu się wcześniej wystartować tylko w jednym wyścigu.

Sam wyścig również przyniósł dramatyczne zdarzenia. Już na starcie doszło do poważnej kolizji. Pedro Lamy prowadząc Lotusa wjechał w Benettona, za kierownicą którego zasiadał JJ Lehto. Uderzenie było dosyć mocne, ale kierowcy wyszli z tego bez obrażeń. Na tor wyjechał samochód bezpieczeństwa. Po kilku okrążeniach, kiedy tor był już oczyszczony, wznowiono rywalizację. Na czele wyścigu był Ayrton Senna, który po wczorajszej śmierci kolegi z toru zabrał do kokpitu swojego samochodu austriacką flagę. Brazylijczyk zamierzał pomachać nią po zakończeniu wyścigu, w hołdzie dla Raztenbergera. Nie dane mu było tego dokonać. Zginął tuż po restarcie wyścigu…

Dwadzieścia lat minęło od tych zdarzeń. W Formule 1 od tego czasu wiele zrobiono dla poprawy bezpieczeństwa (kierowców, mechaników, obsługi toru, kibiców). Życie toczy się dalej, a pamięć o Ratzenbergerze i Sennie przetrwała.

Nigdy nie miałem okazji oglądać „live” zmagań Senny za pośrednictwem telewizji. W momencie, kiedy on zmarł ja miałem dopiero 13 lat i jeszcze nie interesowałem się Formułą 1. Pamiętam tylko, że tamtego feralnego dnia po południu w polskim radio słyszałem komunikaty o wypadku. Formułą 1 zainteresowałem się dopiero kilka miesięcy później, na jesieni 1994 roku. Natomiast po tych dwudziestu latach, na podstawie relacji innych kierowców oraz osób blisko związanych ze światem F1, analizując nie tylko rezultaty osiągane na torze, ale także zachowania Senny przed kamerami, oglądając w Internecie różne nagrania z wyścigów, ale też prezentujące bardziej prywatną sferę życia Brazylijczyka – muszę przyznać, że był to nie tylko prawdziwy mistrz kierownicy, szybki i waleczny zawodnik, ale również człowiek głęboko wierzący, inteligentny, wrażliwy, spokojny. Taki współczesny sportowiec-filozof.

Fotografia pochodzi z serwisu Flick (licencja CC BY 2.0, fot. Stuart Seeger) i przedstawia Ayrtona Sennę w bolidzie McLaren w trakcie weekendu wyścigowego Grand Prix Stanów Zjednoczonych w sezonie 1991.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *